Strony

Strony

Nowe dzieciaki od Avonu.

Dzisiaj wreszcie przyszły produkty z mojego ukochanego Avonu. W tym miesiącu pozwoliłam na to żeby zaszaleć i postanowiłam nie zważać na czy ten produkt będę używać czy nie, postanowiłam przetestować coś czego normalnie bym nie kupiła.


Pod wpływem mojej koleżanki przekonałam się do brokatowych lakierów, do których byłam sceptycznie nastawiona ze względu na pokrycie i trudność w zmywaniu, ale z tym lakierem tak nie jest, jedna warstwa pokrywa całą płytkę paznokcia i pięknie iskrzy a co do zmywania schodzi z łatwością. Lakier ten nosi nazwę Magic Effects Molten Metal o złocistym odcieniu Copper.



Oczywiście nie mogłam się powstrzymać od folii tęczowej na paznokcię mieniąca się w różne metaliczne kolory. Producent obiecuje łatwe i proste przyklejanie, które nie sprawia problemów ale mi na 100 % sprawia bo mam dwie lewe ręce do takiego rzemiosła, lecz nie mogłam się powstrzymać od kupna tego produktu ponieważ potem bym żałowała, że go nie kupiłam a mogłoby go nie być w następnym katalogu, ale na szczęście jest i pewnie jak nie wcześniej bym go kupiła to na pewno teraz :).


Standardowo jak co każde zamówienie nie mogło zabraknąć maseczki do twarzy o cudownym zapachu lasu. Jest to maseczka znana każdej dziewczynie, czyli Planet Spa Herbal Sream Bath głęboko oczyszczająca. Moja skóra o tej porze roku potrzebuje oczyszczenia i nawilżenia więc powinna przydać mi się, choć wychodzę z założenia że maseczek nigdy za wiele :).




Ostatnim zakupem z poprzedniego katalogu jest woda różana do twarzy Natural Skin Care, oczywiście do zakupu namówiła mnie moja druga koleżanka, z którą jesteśmy kosmetycznymi świrkami :D. Wodę różaną należy stosować jak tonik na oczyszczoną i umytą twarz. Ciekawi mnie ten produkt, ponieważ dużo dobrego się o niej naczytałam ale czy u mnie się sprawdzi czas pokaże :)


A wy co zamówiłyście bądź zamówicie ze świątecznego katalogu ?:)

P.S przepraszam za jakość zdjęć i chaotyczny post :**

Czytaj dalej...

Czas dla dłoni.

Nigdy nie przywiązywałam uwagi do pielęgnacji skóry dłoni, uważałam że jak nie mam szorstkich ani popękanych to wszystko jest w porządku ale wraz z pierwszymi zimnymi porami roku zaczęłam interesować się różnymi kremami do rąk i dotarło do mnie, że dłonie są wizytówką kobiety oraz  nie można poprawić ich  poprzez operacje plastyczne a z biegiem lat na naszych dłoniach pojawiają się różne piętna odciśnięte przez czas. Od niedawna postanowiłam zatroszczyć się o moje łapki żeby były delikatne i milutkie jak u pluszaka :) więc zużyłam już wszystkie kremy do rąk mojej mamy i dość szybko nastąpił mały kryzys w kremowaniu rąk, ale za długo on nie potrwał:). Będąc na zakupach natrafiłam na dość tani krem ( ok 3.50 za 100 ml ) krem Gracja firmy Miraculum o zapachu cytryny, który bardzo przypomina zapach płynu do szyb :), ale muszę się przyznać bez bicia że bardzo lubię ten zapach :). Krem jest zamknięty w dość elastycznej tubce z której bezproblemowo wypływa lekka konsystencja, skład mazidła zawiera: aqua, glycerin, isopropyl, palmitate, parrafinum, liquidum, cetearyl, alcohol, ceteareth-20, dimethicone, petrolatum, cetrolatum, caprylic/capric, triglyceride, propylene glycol, citrus limon fruits extract, parfum, dmdm hydantion, iodopropynyl butylcarbamate, carbomer, panthenol, sodium hydroxide, tocopheryl acetate, citral, limonene. Niestety skład mi nic nie mówi ale producent obiecuje :  cytrynowy, przeznaczony do codziennej pielęgnacji rąk i paznokci, zapewniający doskonałą kondycję. Polecany do każdego typu skóry, szczególnie suchej, wrażliwej i narażonej na codzienne prace domowe i częste kontakty z detergentami oraz szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych (wiatrem, słońcem, chlorowaną wodą).
Krem zawiera ekstrakt z cytryny, glicerynę, wit.E i prowitaminę B5, dzięki tym składnikom przynosi natychmiastowe ukojenie oraz skutecznie chroni, wygładza i wzmacnia skórę dłoni i płytkę paznokci. Zapobiega pierzchnięciu dłoni, likwiduje uczucie suchości i ściągnięcia skóry.
Lekka, nietłusta konsystencja sprawia, że krem doskonale się rozprowadza i szybko wchłania. I tak jak napisał producent po zastosowaniu kremu łapki są miłe w dotyku i delikatne a na skórze pozostaje lekka ochronna warstwa, która pozostawia uczucie nawilżonych rąk. Co do kremu nie mogę powiedzieć czy regeneracja moich dłoni to iluzja a produkt to bubel czy na serio tak jest :), ale raczej nie skuszę się na 2 tubkę i zakupię jakiś dobry sprawdzony krem :).




Czytaj dalej...

Poniedzialek najlepiej zacząć od zakupów .

Każdy chyba nie lubi poniedziałków, chyba że zaczyna się go od leniuchowania do 9 i porannych zakupów zamiast siedzenia w szkole :). Dzisiaj postanowiłam zrobić sobie dzień wolny od szkoły do czego nakłonił mnie mój chłopak gdyż sam miał wolny dzień od pracy i tak się potoczyło, że moja nauka przeistoczyła się w buszowaniu po sklepach, w których i tak nie znalazłam nic dla siebie :(, ale co to za zakupy bez wizyty w Rossmanie tam zawsze coś znajdę dla siebie.  Moim dzisiejszym zakupem z Ross jest odżywka i szampon Graniera Fructis Grow Strong (jakoś nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi bądź nie widziałam tej serii Fructis a była promocja na nią :)) , wcierka  Farmony Radical i zielony korektor z Wibo . Pierwsze produkty zakupiłam ze względu na wzmożone wypadanie moich włosów, które wypadają jak szalone a nie wiem co może być czynnikiem tej tragedii oraz piękny zapach  :), a zielony korektor kupiłam dla zakrycia moich rumieńców oraz obrzydliwego pajączka, który szpeci mój nos. Mam nadzieję, że dzisiejsze zakupy sprawdza się na mnie i nie będę żałowała wydanych pieniędzy, które zbieram na mega szaleństwo w ross na -49% :)

pozdrawiam :*



Czytaj dalej...

Kupowanie nie tego co mi potrzebne moją pasją.

Jestem chyba mistrzynią w kupowaniu tego co nie miałam w planach. Wraz z rozpoczęciem mojej akcji studniówka miałam dokupić parę najpotrzebniejszych produktów, aby mój porost włosów mógł choć ociupinke przyśpieszyć, lecz dziś jednak nie było mi dane kupić tego co zaplanowałam :). Cały tydzień myślałam kiedy się zbiorę na wyprawę do jakiegoś sklepu z kosmetykami i ciągle odkładałam na magiczne jutro, lecz już długo tak zwlekałam nad tym, a że dziś jak co piątek wcześniej kończę i miałam ponad godzinę do busa to poszłam do Natury :D. Zaczęło się tak jak zawsze niewinnie, najpierw powolny obchód po sklepie, ocena czy są nasze upragnione " cele ", szybkie obczajenie czy są jakieś promocje, ale jak zawsze w drogeriach bywa musi być coś na przecenie :). Wraz z prędkością z jaką ujrzałam promocje na produkty Ce Ce of Sweden Experto Professional z taka zapomniałam w jakim po co tu przyszłam :). Oczywiście byłby to grzech gdybym nie skorzystała z tej oferty bo produkty były przecenione z 24.99 na 15.99, co oznacza w moim przypadku jedno '' tanie, biere !'' .Takim sposobem stałam się posiadaczką maski Repair Keratrix & Wheat Proteins i mgiełki Volume Keratrix & Nutrilan Kreatin. Przyznam szczerze, że nie miałam jeszcze okazji współpracować z produktami tej firmy, ale jako wytrwała czytelniczka Wizażu naczytałam się nie mało opinii o tej szwedzkiej firmie  w większości składającej się z pozytywnych wpisów.  Producent na opakowaniach tych produktów nie zmieścił dużo o cudach jakie mają robić te produkty oprócz napisu w przypadku maski takich:  Innowacyjna formuła o niskim pH, będąca owocem długoletniej współpracy specjalistów z dziedziny pielęgnacji włosów. To osobisty fryzjer, który troskliwie zadba o Twoje włosy po zabiegach koloryzacji. Specjalistyczna formuła, dzięki wyselekcjonowanym składnikom aktywnym,  PERFEKCYJNIE REGENERUJE WŁOSY  I POPRAWIA ICH KONDYCJE, za dużo mi to nie powiedziało co do działania, a na sprayu :
Innowacyjna formuła będąca owocem długoletniej współpracy specjalistów z dziedziny pielęgnacji włosów. To osobisty fryzjer, który troskliwie zadba o Twoje cienkie i delikatne włosy.
Specjalistyczna formuła, dzięki wyselekcjonowanym składnikom aktywnym, WZMACNIA STRUKTURĘ WŁOSÓW, UNOSI JE OD NASADY DAJĄC POCZUCIE LEKKOŚCI I ŚWIEŻOŚCI, no już więcej napisane niz w przypadku maski :). Produkty są zamknięte w ładnych, eleganckich opakowaniach, które dla mnie dają + 10 do potencjalnego zakupu ze względu na opakowanie ( lubię takie ), maska jest w miękkiej tubce liczącej 200 ml , a spray w butelce z atomizerem o pojemności 300 ml, czyli więcej niż standardowa mgiełka do włosów. Odnosząc się do składów obu produktów nie widziałam nic złego i szkodzącego moim włoską. Patrząc na te  produkty wiąże nadzieje aby wniosły coś czego jeszcze na moich włosach nie doświadczyłam , ale muszę być przygotowana na potencjalną klapę i gorzki żal o wydanie pieniędzy przeznaczonych na moją a'la misje, ale cóż takie jutro też jest dzień i może to właśnie jutro będzie mi dane kupienie moich "celów".

Pozdrawiam miłego weekendu !:*


Czytaj dalej...

Codzienne skarby, brak czasu, promocje nadchodzą.

Nawet się nie zorientowałam, że już koniec października... zaraz listopad, następnie świeta, sylwester i tak  minie następny rok, chyba się już starzeje :) Ostatnio mam mało czasu na wszystko, człowiek żyje tylko od weekendu do  weekendu, a miedzy nimi szkoła i szybka walka o oceny bo półrocze jest krótsze niż przez te wszystkie lata szkolne było.... ale co tu mówić o szkole, najlepiej ja skończyć i zacząć dorosłe życie, a potem gadać i tęsknić jak to było fajnie kiedy się chodziło do szkoły :). Życie jest za krótkie żebym pisała o szkole, lepiej napisze o moich skarbach które umilają mi życie na co rano, czyli moich kosmetykach pierwszej pomocy. Moim oczkiem w głowie bez którego nie pokaże się w publicznym miejscu jest podkład a na obecną chwile posiadam L`Oreal Infallible Stay Fresh 24 H odcień najjaśniejszy 125 Natural Rose, ten podkład jest pierwszym ze stajni L`Oreal, który został kupiony pod wpływem chwili za pieniądze które miałam na zakup ćwiczeniówki do geografii ( nadal go nie posiadam, a strach na lekcji rośnie :) ). Na początku byłam nawet zadowolona z niego bo nie robił mi maski a i w miarę matowił przy mojej dość tłustej cerze, ale z czasem zmienił się jego odcień i zaczęła się robić ciastolinka na twarzy... no  cóż  muszę z nim wytrzymać do  promocji - 49% w Rossmanie, aby kupić jego brata tylko w wersji matującej, którą miałam kupić zamiast tego obecnego choć wahałam się miedzy odcieniami i wybrałam ten. Kolejnymi skarbami, którymi zaczynam dzień są : tusz Astor Seducation Code, który współgra z moimi rzęsami wręcz idealnie są one gęste, podkręcone, mega czarne i wydłużone, paleta cieni do brwi BeBeauty,która ładnie ale nie sztucznie podkreśla moje brwi i balsam do ust " piłeczka od ping-ponga xD) ze zjawiskowym czekoladowym zapachem, baza pod podkład z Wibo Primier Base, lecz ostatnio zaczełam z nia współpracować choć nie wiem czy daje ona jakieś efekty, ale warto ją zużyc bo leży biedna w ciemniej kosmetyczce na dnie również ostatnio zaczęłam więcej używać Magic Pena z Lovely na wypryski, które z każdym dniem zaskakują mnie swoją frekwencją na mojej twarzy spowodowana oczyszczaniem skóry przez CP oraz maść Duce, nie mam do tego korektora ani żalu ani słów pochwały, ale drugim produktem bez którego nie mogę żyć jest puder na obecna chwile jest to puder z Maybelline Affinimate, który jest w stanie opłakanym ale muszę z niego korzystać po stłuczeniu pudru z Kobo lecz nie jest to puder dla mnie dobry matuje słabo a robi maskę. Ostatnio od koleżanki się dowiedziałam o wspaniałej wiadomości jaką jest promocja - 49 % na artykuły w Rossmanie organizowana na początku listopada. ta promocja jest dla mnie i mojej kosmetyczki wybawieniem a dla mojego portfela przekleństwem, ale cóż jak jest promocja trzeba z niej korzystać.

P.S dzisiaj post chaotycznie pisany ze względu na jesienna aurę :* 
Czytaj dalej...

Misja Studniówka :D

Nadszedł czas przygotowywania się do największej imprezy, na jaką człowiek czekał przez całe swoje szkolne życie .... czyli studniówki. Każda dziewczyna chce wyglądać przez ten jeden wieczór jak milion dolców, dlatego i ja nie będę gorsza :D.

 Oficjalnie z dniem 16.10.2015 do 5.01.2016 ( studniówka)  rozpoczynam 2 miesięczną misje przygotowana specjalnie dla moich włosów, czyli szybki skok wzrost moich włosów. Z racji tego, że moje włosy przeszły ze mną karygodne perypetie zasługują na odrobinę luksusów, za to że tak dzielnie znoszą moje eksperymenty :D. Od pierwszej klasy szalonych czasów gimnazjum testowałam w jakim kolorze jest mi najlepiej w poszukiwaniu tego najlepszego koloru. Moje włosy nosiły już prawie całą paletę kolorów od mlecznych delikatnych brązów ( choć był to mój kolor naturalny to nie wiem czemu farbowałam :D ) do rudości i czerwieni, ale przyszedł taki czas że zapragnęłam być brunetką z prawdziwego zdarzenia .... przefarbowałam się na czerń, intensywna kruczoczarną. Ten kolor towarzyszył mi do 3 klasy gimnazjum, ten czas był najlepszy dla moich włosów, miałam wtedy długie do pasa piękne włosy, które nie wymagały odżywiania a myłam je w zwykłym szamponie za 3 zł :D, lecz i faza na bycie brunetką dopadła mnie w 2 półroczu 3 kl. gimnazjum. Zapragnęłam wtedy być blondynką, a moje " schodzenie " z czarnych włosów było drastyczne i gwałtowne. W jeden tydzień potraktowałam 2 razy włosy rozjaśniaczem o mocy 12% z firmy Joanna oraz mocno zniszczone włosy obcięłam z długości pasa do łopatek, następnie gdzieś na wysokość ramion bądź nawet krócej. Od tamtej pory nosiłam jasne, żarówkowe blondy tak przez ok 2 lata nauki w technikum :D aż do momentu kiedy uświadomiłam sobie że wyglądam trochę tandetnie w takim kolorze i zaczęłam farbować na naturalne opalenizujące blondy :D i tak do dziś trwa przygoda z tymi kolorami, ale i do dziś borykam się ze skutkami szybkiego przejścia na blond, chodź już nie jest tak tragicznie jak przed ostatnie kilka lat. Od jakiegoś przeszło roku zaczęłam przywiązywać dość dużą wagę do kondycji moich włosów, poświęcając im masę czasu i górę pieniędzy. Przetestowałam setki odżywek, szamponów, masek itp. zażywałam przeróżne suplementy diety, a rezultaty były różne. Wracając do mojej rozpoczętej już kuracji  założyłam sobie cel, że przez ten czas będę spożywała 3 razy dziennie po 2 tabletki Calcium Pantothenicum ( CP :) ) oraz Vitapil po 1 kapsułce dziennie, a w międzyczasie będę stosowała wcierkę Radical, którą jeszcze nie zakupiłam z powodu braku czasu i  na szybkie zakupki w Naturze, ale zakupie bo po stosowaniu Jantaru i Rzepy z Joanny nie zauważyłam efektów, chociaż może coś pomogły ale to przeoczyłam:D. Mój cel to jakieś 3-5cm  ( 5 cm to marzenie ! ;D )  odrostów na miesiąc, choć mój naturalny wzrost włosów nie jest wcale taki mały, bo 2-3 cm na miesiąc.

 Mam nadzieje, że moja długość włosów mierząca za ramiona intensywnie wzrośnie do studniówki, a moja wytrwałość w dążeniu do celu nie zmaleje jak na początku :D. Czas start dla zapuszczania moich biednych zmęczonych włosków.! :* 

Pozdrawiam :*


Czytaj dalej...

Krok w przyszłość.

Długo zastanawiałam się nad tym, czy założyć bloga na temat kosmetyków i włosomaniactwa aż do dziś. Początkowa fascynacja prowadzenia bloga zaczęła się od momentu, kiedy wpadłam w trans kupowania kosmetyków.

 

Praktycznie każdego dnia przynosiłam do domu kosmetyki, które albo były mi niezbędne do funkcjonowania ( potrafiłam nawet o nich śnić, gdy przed snem naczytałam się recenzji dziewczyn na Wizażu :) ) lub wręcz przeciwnie, kupowane pod wpływem impulsu, że zdziałają cuda z moim wygładem, a okazały się wielkim niewypałem oraz rozczarowaniem. Po tych perypetiach stwierdziłam, że chce się podzielić  szczerymi opiniami na temat kosmetyków, nawet jeśli nikt oprócz mnie nie będzie wiedział o istnieniu tego bloga, to i tak przyda mi się taka elektroniczna lista hitów i badziewi, które zakupiłam a zapomniałam o ich istnieniu bądź planuje zakup, lecz nie jestem pewna czy przez moje ręce nie przewinął się ten kosmetyk.


 Mam nadzieje, że jednak mój blog zyska choć jedną czytelniczkę, która poświęci chwile na przeczytaniu moich wypocin :D. Zapraszam na przygodę ze wszystkimi kosmetykami, które albo zagoszczą w mojej kosmetyczce na długo, albo wylecą z hukiem :D


Pozdrawiam Klaudia :*



Czytaj dalej...
Drogeryjnezombie © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka